Archive for the ‘Kobieta’ Category

Miód pszczeli

środa, Styczeń 18th, 2012

Miód to produkt znany od dawien dawna. Już w średniowieczu stosowano go jako przyprawę do mięs, napój (miód pitny) lub lek. Kto nie pamięta, jak był mały, kiedy jego babcia podawała mu herbatę z cytryną i miodem przeciw przeziębieniu. Aż dziw bierze, że trunek bez którego nie odbyła się swego czasu żadna porządna biesiada, dziś tak rzadko gości na naszych stołach. A mamy się przecież czym pochwalić, bo polskie miody cenione są w świecie wysoko. Miód pitny jest napojem o charakterze zbliżonym do wina, uzyskiwanym w procesie fermentacji alkoholowej z brzeczki miodowej, czyli rozcieńczonego miodu pszczelego.

Miody pitne powstają w wyniku fermentacji roztworu miodu surowego, natomiast miody sycone otrzymuje się drogą fermentacji miodu uprzednio gotowanego. Miód pitny to bardzo smaczny i aromatyczny napój alkoholowy otrzymywany przez fermentację miodu pszczelego rozcieńczonego wodą, z dodatkiem soków owocowych, przypraw i ziół. Miód pitny nie jest jednolitym produktem. Wyróżnia się wiele rodzajów miodu pitnego. Jednym z nich jest miód pszczeli półtoraki, a także miód pitny dwójniaki, miód pitny trójnika i miód pitny czwórnaki. W rzeczywistości miód pitny był najprawdopodobniej pierwszym napojem alkoholowym jaki w ogóle wyrabiał człowiek. Podobno ambrozja pijana przez bogów na Olimpie była niczym innym jak miodem.

Pasja kobiet

czwartek, Luty 17th, 2011

Wolnego czasu generalnie nie mamy za dużo. Większość Polek jest aktywna zawodowo, pracuje najczęściej na pełny etat, więc co najmniej 8 godzin, a często i więcej spędza w pracy. Jesteśmy też w czołówce wśród Europejek pod względem czasu poświęcanego rodzinie. Na porządkach, zakupach, gotowaniu itp. spędzamy kolejne 3-4 godziny dziennie, gdy statystycznym Francuzkom czy Brytyjkom zajmuje to o połowę mniej. Trudno się więc dziwić, że lde-dy już uporamy się ze wszystkimi obowiązkami, najchętniej zasiadamy na kanapie przed telewizorem. Tak, tak- to my „nabijamy” oglądalność najróżniejszym serialom, teleturniejom i programom rozrywkowym – prawie 70 proc. odbiorców takich audycji stanowią właśnie kobiety.


To mi już nie pasuje
Ale coś się zmienia. Powoli nabieramy ochoty na to, by w naszym ciasnym harmonogramie znaleźć chwilę tylko dla siebie. I to poza domem, w którym ciągle ktoś czegoś od nas chce i zawsze znajdzie się coś pilnego do zrobienia. Raz, dwa razy w tygodniu, a czasami i na cały weekend mamy ochotę wyłączyć się z domowych obowiązków, zakomunikować rodzinie: „Kochani, zamówcie sobie pizzę”, zamknąć za sobą drzwi i… skupić się na sobie.

Polki wciąż są na etapie odkrywania, że w ogóle mają swoje potrzeby. Mamy za to poczucie winy, kiedy poświęcamy czas na własne zainteresowania czy przyjemności – mówi Lucyna Wieczorek, współzałożycielka Dojrzewalni róż. Ośrodka Rozwoju Osobistego Kobiet organizującego od lat najrozmaitsze warsztaty. – Boimy się, że zajmując się sobą staniemy się gorszymi żonami czy matkami. Potrzebujemy wsparcia, kogoś, kto nas utwierdzi w przekonaniu, że będzie wręcz przeciwnie. Ale, gdy już się do tego przekonamy, chętnie zajmujemy się własnym rozwojem.

Czego szukamy, wychodząc z domu? Zajęcia sprawiającego prawdziwą radość. Najchętniej w towarzystwie innych kobiet, z którymi czujemy się bezpiecznie i możemy wymieniać doświadczenia. Często trudno jest nam zrobić pierwszy krok, nie wiemy, od czego zacząć. – Wiele kobiet, nawet jeżeli spełnia się rodzinnie czy zawodowo i nie przeżywa żadnych życiowych zawirowań, mimo wszystko czuje, że czegoś im w życiu brak – mówi psycholog Monika Dreger z Warszawskiej Grupy Psychologicznej. – Zaczynają szukać dróg do zmiany. Czasem trafia do nas osoba, która mówi „Niby w moim życiu wszystko się układa, ale coś mi nie pasuje i sprawia, że nie jestem szczęśliwa”. Bywa, że za takimstwierdzeniem stoi jednak jakiś poważny problem i wtedy, po konsultacji, namawiamy na terapię. Ale wiele osób kierujemy na warsztaty psychologiczne, do tzw. grupy rozwojowej. Takie zajęcia są adresowane przede wszystkim do kobiet i cieszą się wielką popularnością. Często zdarza się, że po pierwszym warsztacie panie od razu zapisują się na następny.

Dla każdej z nas rozwój osobisty oznacza coś innego. Dla jednej będzie to zagłębienie się we własną duchowość, dla innej podbudowanie pewności siebie, dla jeszcze innej nowe umiejętności, które pomogą w karierze albo po prostu dadzą satysfakcję i sprawią przyjemność. Dla bardzo wielu z nas rozwój, paradoksalnie, oznacza powrót do zainteresowań, które kiedyś porzuciłyśmy.

Kompleksy kobiet

środa, Luty 16th, 2011

Na internetowym forum Agata, studentka romanistyki, zamieściła taki wpis: „Może ktoś mnie zrozumie? Jestem przeciętną osobą: studiuję, pracuję, mam wielu znajomych i niedługo wyprowadzę się do swojego mieszkania. Ale mam dziwną przypadłość – na punkcie włosów”. Dalej Agata opisuje, że zawsze bardzo o nie dbała: po myciu nigdy nie używała suszarki, a na słońce wychodziła w chustce, żeby uchronić włosy przed promieniowaniem. Starała się też nie czesać ich zbyt często, żeby nie wypadały. „A teraz wszystko się diametralnie zmieniło – czytamy jej wpis. – Nie mogę żyć bez wyrywania (!) sobie włosów. Wszystkich, na całym ciele. Godzinami skubię brwi, wyrywam rzęsy, włosy pod pachami, w nosie, a nawet łonowe. Mam totalnie wyskubane rzęsy i brwi. Nie chcą już odrastać! Najgorzej, że kępkami wyrywam sobie włosy z głowy. Po-wstają łyse placki, które ukrywam pod przepaską albo beretem. Nie chcę tego robić, ale muszę! To jest silniejsze ode mnie. A potem staję przed lustrem i histerycznie płaczę. Wstydzę się swojego wyglądu. Czy komuś udało się z tego wyjść?”  Trenowałam taniec brzucha, ale ostatnio zrezygnowałam, bo nie mogę patrzeć na siebie w tych wielkich lustrach – mówi Inga. Słuchając jej, można doznać szoku: to, co mówi, przeczy temu, co widzę. Stoi przede mną szczupła, zadbana czterdziestolatka. Precyzyjniej: kobieta grzechu warta – ładna, zgrabna, wysportowana. Sęk w tym, że mimo zapewnień bliskich (nie wierzy w nie) Inga widzi siebie zupełnie inaczej. W sobie nowe powody do zmartwień: a to przebarwienia skóry, kolejną zmarszczkę, jakieś znamiona, rozszerzone pory, zwiotczenia, rozstępy. Uff… Po czym robi wszystko, by te (wyimaginowane!) defekty ukryć. Gdy z kimś rozmawia, zakrywa twarz ręką, unika kontaktu wzrokowego. Przestała chodzić na koncerty, do teatru. – Tam wszyscy na mnie patrzą i oceniają. Negatywnie -mówi. Znajomi? Mająjuż dość jej pytań: „Naprawdę dobrze wyglądam?”. Choć zapewniają, że tak, ona i tak wie swoje i wymyśla kolejne sposoby, by wreszcie wyglądać pięknie. Jest wierną klientką gabinetów kosmetycznych, katuje ciało na siłowni. Ale nie widzi efektów. – Inga, jak często myślisz o wyglądzie? – pytam. Słyszę: – Czasem kilka godzin, nieraz cały dzień. To siedzi w mojej głowie – przyznaje.

Rok temu chciała sobie zoperować piersi, ale chirurg się nie zgodził. Powiedział, że są idealne, a skoro ona uważa inaczej, to straciła poczucie rzeczywistości. Polecił jej dobrego terapeutę.

- Poszłam. Gdy opowiedziałam mu o problemie, usłyszałam: „Klasyczna hipochondria piękności”. Ponoć jest wiele takich osób. I że to się leczy. Żart. Przecież nie jestem chora, tylko brzydka.